sobota, 30 czerwca 2012

Rejs Mazurski :)

Przez ostatni tydzień mnie nie było z jednego prostego powodu, otóż mój ślubny wygrał dla swojej ślubnej rejs po jeziorach mazurskich. Cóż było robić. Spakowałam manatki i pojechałam.
Zapraszam na mini fotorelację z mojej eskapady.
Jednicześnie zadaję sobie pytanie czy to moja bajka.























Ludzie świetni, wieczorne imprezy w portach, rozwalające się łajby. TAK TO MOJA BAJKA !  Ciekawe czy uda się to kiedys powtórzyć hmmm....mam nadzieję, że TAK.

piątek, 22 czerwca 2012

El Masri Group

Tak wiem, wiem, miałam już nie pisać, ale jeszcze przed moją eskapadą spotkała mnie bardzo miła niespodzianka. Do moich drzwi zapukał listonosz i dostarczył mi przesyłkę :) Dzięki uprzejmości Pani Ani z El Masri Group będę mogła przetestować naturalne produkty sprzedawane w sklepie internetowym. Dzisiaj napisze Wam tylko co dostałam a recenzja pojawi się za czas jakiś.

W paczuszce znajdowały się:
    -  pasta cukrowa EASY SWEET 50 g,
    - mydełko Layla z Aleppo,
    - pumeks naturalny/wulkaniczny,
    - naturalna egipska gąbka - luffa/loofah - 12 cm



    Już nie mogę doczekać się pierwszych testów.
    A może Wy miałyście coś podobnego?

czwartek, 21 czerwca 2012

Post zainspirowany...

Dzisiaj napisze Wam o balsamie do ust hand made. Zainspirowana filmikiem Angel postanowiłam własnymi małymi rączkami stworzyć pomadkę ochronna do ust. W tym celu odwiedziłam stronę kolorowka.com i zrobiłam malusieńkie zamówienie. Kupiłam tylko woski, ponieważ wszelkie olejki mam w łazienkowej szafeczce. Koszt takich wosków to od 2,50zł do niecałych 5zł. Mówiłam, że malutkie zamówienie. Wśród wosków znalazły się: wosk pszczeli, wosk candelilla i wosk carnauba.
Nie miałam czym odważyć wosku więc zrobiłam to "na oko".
Mój przepis wyglądał tak:
- 5ml olejku arganowego
- 5 ml olejku jojoba
-  na czubek łyżeczki każdego z wosków
Wszystko to ładnie się rozgrzało i roztopiło w kąpieli wodnej, a że miałam dwa pojemniki to postanowiłam zrobić dwie wersje, jedna w pomadce i jedna w słoiczku. Konsystencja po wystudzeniu okazała się idealna do pomadki lecz nieco za gęsta do słoiczka. Słoiczek ponownie wylądował w kąpieli wodnej i aby rozluźnić konsystencję dodałam jeszcze 5 ml olejku jojoba.

Moje dzieło wygląda tak:


I jedno Wam powiem! Myślałam, że Tisane jest genialny.
Właśnie zmieniłam zdanie!
Już nigdy nie kupię drogeryjnych czy też aptecznych pomadek ochronnych czy balsamów.
Więc jeśli taki pojawi się kiedyś na moim blogu możecie mnie kopnąć w zad  :)

Do pomadki wykorzystałam stare opakowanie od Neutrogeny, a słoiczek jest po jakimś serum z BU.

P.S.
Na najbliższy tydzień znikam, nie będzie mnie, nawet nie będę miała dostępu do internetu, ba nie będę miała dostępu do niczego cywilizowanego :( oszaleję chyba, ale nie martwcie się pełną relację zdam Wam jak wrócę :)

środa, 20 czerwca 2012

Lush Tiny Hands

Dzisiaj znowu coś z rzeczy zagubionych w czeluściach mojego kosmetycznego kufra.

Bardzo, bardzo, ale to bardzo dawno temu jak jeszcze nie śniłam nawet o blogu i moich bazgrołach, używałam chemii do wszystkiego, tak do mycia podłogi jak i do wklepywania w swoja twarz zachęcona opiniami i z czystej ciekawości kupiłam na allegro Tiny Hands z Lush'a. Tiny Hands czyli balsam, krem do rąk. Zaciekawiła mnie formuła kremu bo był to produkt w formie stałej czyli kostce uformowanej na kształt rączki.


Wcześniej nawet nie patrzyłam na skład, bo jakoś mało mnie to interesowało - miał działać i robić "dobrze" moim dłoniom. Dzisiaj wrzuciłam w wujka googla zapytanie o skład kostki i byłam w szoku. Ma fajny skład! Jednym ze składników jest wywar z płatków krokosza, który ma naszą skórę uspokoić, a później już tylko szereg składników nawilżających takich jak: masło shea, masło kakaowe, olej arganowy i wyciąć z aloesu. No i na końcu cudny zapach rumianku, nagietka, limonki i innych olejów kwiatowych.

Producent podaje, że balsam ma za zadanie zmiękczyć nasze dłonie, ale nie pozostawić ich śliskich i tłustych. Niestety ja się zupełnie z tym nie zgodzę. Po aplikacji balsamu na dłoniach pozostaje tłusta warstwa która dość długo się wchłania więc nie polecam stosowania go na dzień. Aby zaaplikować go na nasze ręce wystarczy potrzeć nim o wewnętrzną stronę dłoni aby ciepło naszego ciała rozpuściło odrobinę balsamu.

Ja kupiłam go w bardzo praktycznym metalowym pudełeczku.


Chyba już o wszystkim napisałam. A nie... jeszcze zapach. Zapach jest kwiatowy dość intensywny i dla niektórych może być duszący. Mnie się podoba!

Nowa kostka waży 60 gram, niestety moja jest już trochę używana i zostało mi 35 gram.
 Ale przez to, że jest bardzo wydajna powinna wystarczyć mi jeszcze na jakiś czas.


Nie jestem pewna co do przydatności kostki do użycia, bo tego typu kosmetyki maja dość krótki termin, ale moja kostka nie zmieniła ani kształtu, ani zapachu, ani koloru wiec chyba nie dostanę po niej wysypki :)

wtorek, 19 czerwca 2012

Peeling korundem

Jakiś czas temu gdy jeszcze nie posiadałam mojej cudownej ściereczki muślinowej do OCM musiałam sobie radzić w inny sposób aby dobrze wypeelingować moją cerę. I tutaj znów przyszedł mi z pomocą stary poczciwy ZSK /Zrób Sobie Krem/ . Zachęcona opiniami innych dziewczyn postanowiłam kupić korund czyli miałko zmielona skałę do domowej mikrodermabrazji. Biały proszek zmielony prawie tak drobno jak mąka, ale tylko na pierwszy rzut oka. W rzeczywistości okazała się bardzo drobnym ale i też bardzo skutecznym preparatem. Aby zrobić peeling pół łyżeczki korundu mieszam z łyżeczka kwasu hialuronowego i taką miksturę delikatnie wmasowuję w twarz i szyję. W miejscach bardzo delikatnych robię to ostrożnie, żeby nie podrażnić skóry. Taki peeling bardzo dokładnie wygładza i ściera całkowicie martwy naskórek. po kilkuminutowym masażu korundem nasza cera jest oczyszczona, lekko zaczerwieniona i doskonale przygotowana do nałożenia kremu, serum czy innego specyfiku. Osobiście polecam taki zabieg robić wieczorem gdyż nasza zaczerwieniona skóra może utrzymać się jakiś czas, ale na pewno po całej nocy będzie wszystko w porządku. Nasz korund przychodzi w standardowym pudełku i nie wymaga szczególnych warunków do przechowywania. Jest bardzo wydajny więc wystarczy nam na wiele aplikacji. Możemy go używać zarówno z kwasem hialuronowym tak jak ja to robię jak również z kremami, balsamami, jak i z żelami pod prysznic gdy chcemy wypeelingować całe ciało.

Kilka słów od producenta:

Korund mikrokrystaliczny (mikronizowany - wielkość kryształków 120 μm). Znajduje zastosowanie w profesjonalnych gabinetach kosmetycznych a także w domowych peelingach. Systematyczne stosowanie peelingów zwiększa wchłanianie substancji czynnych przez skórę, pobudza mikro-krążenie, oczyszcza i wzmaga odnawianie skóry. Efektem regularnego stosowania peelingów jest pogrubienie się warstw żywych komórek skóry, natomiast cieńsza staje się warstwa rogowa. Peeling mechaniczny pobudza mikrokrążenie skórne i dotlenia skórę. Wyrównuje się koloryt skóry. Skóra staje się bardziej elastyczna i gładsza.

INCI Alumina  
Otrzymany produkt należy dokładnie wmasować w skórę twarzy/ciała i następnie spłukać.
Sam produkt wygląda tak:



Dzisiaj w ramach pomocy młodej mamie, której ciąża, słońce i jeszcze inne czynniki niewiadomego pochodzenia zrobiły krzywdę na czole:


Przebarwienia, które powstały postanowiłyśmy zwalczyć peelingiem z korundem i żelem hialuronowym oraz serum z witaminą C własnego wyrobu. Na razie po jednym zabiegu jest troszkę lepiej, ale zdaje się, że jednorazowy zabieg nie wystarczy na zwalczenie takich przebarwień, jak będzie poprawa to na pewno zamieszczę zdjęcie.
A może Wy macie jakieś sposoby na walkę z przebarwieniami?
 


 

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Shopper M

Mój kolejny nabytek czyli całkiem nowa torba na zakupy, plażę. Nie kupiłam jej bo kolejna torba to by była mała przesada, ale skoro mogłam ja mieć za darmo, to czemu nie :). Kilka tygodni temu zamówiłam ją z punktów PAYBACK, ale ja jak to ja, zamówiłam i zapomniałam. Ale jaka to była niespodzianka kiedy zapukał do mnie kurier z niewielkim kartonikiem i uśmiechem na ustach. Pan kurier twierdził, że ktoś chyba zrobił mi psikusa i wysłał pusty karton, ponieważ paczuszka była bardzo lekka. Ładnie podziękowałam i zabrałam się za rozpruwanie kartonika. I miła niespodzianka moja nowa torba na zakupy ukazała się moim oczom. Do wyboru było kilka wzorów, ale niestety ten który ja wybrałam okazał się niedostępny i musiałam wybrać inny.  Torba jest firmy Reisenthel , model shopper M.  Torba ma dość szerokie dno i spokojnie codzienne zakupy można w niej przynieść do domu. Uszyta jest ze świetnego gatunkowo materiału, niestety nie znalazłam składu, ale wydaje się być wodoodporna, ma wszyty dwustronny zamek więc możemy być spokojne o kieszonkowców. Doszyte po bokach "uszy" umożliwiają nam noszenie jej tak na ramieniu jak i w ręce. No cóż kolejna fajna torba w mojej kolekcji bo chyba już mówiłam że nienawidzę reklamówek :)
A o to jak wygląda :




W ofercie tej firmy możemy znaleźć jeszcze kilka modeli, niektóre bardzo ciekawe.

A Wy w czym nosicie zakupy?

piątek, 15 czerwca 2012

Ekologiczna kula do prania

Tak jak w tytule, dzisiaj o ekologicznej kuli do prania.
Ja posiadam ją już dość długo, ale od kiedy piorę w orzechach indyjskich leżała sobie w szufladzie.
Kiedyś bardzo bardzo dawno miałam mały epizod z firmą Betterware i chyba dostałam ją przy okazji jakiś innych zakupów.
Tak czy siak kula służy do prania w pralce.

Ceramiczne granulki wewnątrz kuli wchodzą w reakcję z wodą w pralce, co sprawia, że cząsteczki wody głębiej wnikają we włókna tkaniny i lepiej odrywają drobinki zanieczyszczeń. Nie musisz stosować detergentów – idealne rozwiązania dla alergików i osób ze skórą skłonną

Sposób użycia:
Włóż kulę do pralki razem z ubraniami. Odzieży nie trzeba wcześniej namaczać.
Nie dodawaj środków chemicznych / detergentów (proszku, odplamiaczy,
preparatów zmiękczających)
Nastaw pralkę na zwykły program. Najlepsze efekty uzyskuje się w temperaturze do 50°C
(nie stosuj  w temperaturze powyżej 60°C, w żadnym wypadku nie gotuj!).
Po praniu wyjmij kulę z pralki, by wyschła przed
kolejnym użyciem. Co jakiś czas, np. raz w miesiącu,
warto wystawić ją na działanie światła dziennego -
dzięki temu zachowa swe właściwości na dłużej.
Jeśli chcesz wyprać bardzo brudne rzeczy lub zamierzasz zrobić duże pranie (powyżej 4 kg), włóż do pralki dwie kule.

Kula w obecnym /czerwcowym/ katalogu kosztuje 39,99 zł i wystarcza aż na 1000 prań.

Ja jednak nie odważyłabym się prać mocno zabrudzonych rzeczy. Co innego takie zwykłe pranie codzienne służące odświeżeniu ubrań.
Traktuję tą kulę jednak dość awaryjnie, jak orzechy się kończą, to ona pierze :)
A Wy w czym pierzecie swoje fatałaszki?

czwartek, 14 czerwca 2012

Liz Earle - olejek

Wczoraj robiłam małe porządki w mojej kosmetyczce z próbkami kosmetycznymi i trafiłam na coś bardzo fajnego o czym zupełnie zapomniałam. W grudniu ubiegłego roku Mikołaj/Gwiazdor/Dziadek Mróz przyniósł mi prezencik, a w nim produkty Liz Earle, wszystkie miniaturowe do wypróbowania. Zużyłam kolejno krem do mycia twarzy, tonik, krem nawilżający a małą próbkę czegoś oleistego wrzuciłam do kosmetyczki z próbkami i zapomniałam. Aż do wczoraj! Nie bardzo wiedziałam co to takiego więc wrzuciłam hasło do wujka Googla a on pokierował mnie na wizaż.pl, gdzie dowiedziałam się samych fajnych rzeczy na jego temat. Generalnie mowa o Liz Earle Superskin Concentrate, czyli olejku do wszystkich rodzajów skóry.


Olejek ten zawiera same naturalne składniki, przynajmniej ja się nie doszukałam niczego chemicznego /i dlatego znalazł się na moim blogu/. Olejek ten zawiera: olej z owoców dzikiej róży, olej arganowy , olej neroli. Olejki eteryczne z lawendy, rumianku. Mimo, że ma on tylko dwie opinie na wizażu to obie są bardzo dobre. myśę, że powodem tego jest bardzo słaba dostępność tego produktu w Polsce i jego cena. Liz Earle  króluje w UK i tam nie ma problemu z zakupem. Cena jest dość wysoka bo za buteleczkę z 28 ml produktu musimy zapłacić ponad 40 funtów, za 10ml - prawie 20 funtów, a malutka próbka 2 mililitrowa to blisko 6 funtów.
Moja butla ma oczywiście 2ml, użyłam jej dwa razy i faktycznie odrobina produktu wystarczy na pokrycie całej twarzy. Dziewczyny na wizażu pisały o cudownym zapachu, ja niestety bym tego zapachu "cudownym" nie nazwała. Jak dla mnie cuchnie jak stare skarpety wuja Stefana /cokolwiek to znaczy/ ;)
Produkt fajnie nawilża, nie klei się, skóra jest miła w dotyku, napięta,  a ten okrutny zapach dość szybko wietrzeje, a jeśli nie to i tak myjemy buźkę rano. Te 2 ml prawdopodobnie wystarczą mi jeszcze na kilka aplikacji, więc nie jest tak, że wylewamy na siebie 6 funtów jednorazowo.
Może kiedyś jak wygram w lotto sprawie sobie pełnowymiarowy produkt, na razie muszę zadowolić się próbka. Gdyby nie jego zapach byłby bardzo, bardzo fajny i do tego naturalny więc nie wcieramy w siebie chemii.

A Wy co wcieracie w swoje piękne lica?

środa, 13 czerwca 2012

Mydełko lawendowe

Olbrzymie mydło w kostce /200 gram/ to mój ostatni nabytek. Mój biały jeleń się wymydlił więc przyszła kolej na coś innego. W Rossmanie na półce z mydłami obok naturalnych mydeł Alterry znalazłam NOSTALGIA by Luksja. Można je kupić w trzech wersjach zapachowych: oliwka, werbena i lawenda. Ja wybrałam to ostatnie.


W związku z tym, że mydła w kostce używam tylko do mycia rąk zapewne wystarczy mi na następne dwa miesiące. Ciekawa jestem jak się sprawdzi, chodź ja nie wymagam od mydeł tego typu zbyt wiele, maja oczyszczać i nie wysuszać za bardzo skóry dłoni.


A teraz zapach - lawenda. Kiedyś kojarzyła mi się ze starą szafą babci ze starymi ubraniami i lawendowymi woreczkami na mole - obrzydlistwo. Ale zmieniłam zdanie jakiś rok temu, podczas wakacji na Węgrzech i wycieczki do Tihany na festiwal lawendy /ale o tym innym razem/.


Producent podaje, że jest to mydło naturalne wyprodukowane z oleju palmowego i kokosowego wzbogacone olejem lawendowym, który oddziałuje na zmysły, przywraca wewnętrzną równowagę, uspokaja, balansuje emocje, łagodzi, odświeża i tonizuje skórę.
Byłam nieco zaskoczona kolorem mydła bo spodziewałam się lekko fioletowego produktu, ale po głębszej lekturze opakowania wyczytałam, że nie zawiera sztucznych barwników. 

A Wy lubicie mydła w kostce?

wtorek, 12 czerwca 2012

Gąbeczka konjac

Chyba wszystkie blogerki już ja przetestowały! O nie! Ja testuję wszystko co naturalne a jeszcze tego nie zrobiłam. Już dawno chciałam ją kupić, ale w moim najbliższym Rossie nigdy ich nie widziałam. Nie widziałam bo chyba ślepa byłam, moje oczy już nie wędrowały na dolne półki, a właśnie tam można ją znaleźć. Wylądowała w koszyku, później w kasie, niestety jej cena nie jest zbyt zachęcająca bo za małą półokrągłą gąbeczkę płacimy prawie 15zł. Ale nic, pomyślałam. Jak ma być taka fajna i ma wystarczyć na dłużej to czemu nieprzetestować. Już się tyle na jej temat naczytałam, że myślałam że nie jest w stanie mnie niczym zaskoczyć, a jednak. Po wyjęciu jej z plastikowego przeźroczystego pudełeczka oraz folii w moich dłoniach poczułam "śliskiego glutka" bardzo śmieszne uczucie, zapach jej też nie był jakoś zachęcający, dobrze że nie przyszło mi do głowy spróbować jak smakuje ;)


. Postanowiłam, że pierwsze mycie będzie już dzisiaj, a że zbliżał się wieczór i moje wieczorne rytuały poszłyśmy razem do łazienki i z pomocą kremu myjącego z Alterry rozpoczęłyśmy zabieg /tzn ja i moja gąbeczka/. Odkryłam nowa właściwość kremu myjącego bo dotąd nakładałam go paluszkami i nigdy się nie pienił, a z tą gąbeczka miałam na twarzy białą piankę. Podczas mycia odczuwalny jest bardzo delikatny przyjemny masaż, zupełnie inaczej niż przy użyciu szmatki muślinowej, czy ściereczki z mikrofibry. Po kilku minutach masażu połączonego z oczyszczaniem skóra jest miękka, dobrze oczyszczona i przygotowana do nakładania pozostałych specyfików pielęgnujących.



Kilka słów od producenta:
GĄBKA KONJAC DO DEMAKIJAŻU, OCZYSZCZANIA, I NAWILŻANIA TWARZY SZYI I DEKOLTU
Gąbka konjac to produkt naturalny uzyskiwany z korzenia drzewa azjatyckiego o nazwie konjac. Początkowo do zabiegów kosmetycznych stosowano proszek pochodzący z korzenia tego drzewa.Miał on zdolność magazynowania dużej ilości wody, dlatego był idealny do zabiegów pielęgnacyjnych i oczyszczania ciała. Gąbka konjac jest w 100% biodegradowalna. Zawiera naturalny środek myjący, który pomaga wyrównać pH skóry i posiada właściwości nawilżające.

Zalety gąbki konjac:
  •  wykonana w 100% z włókna naturalnego
  • nie zawiera barwników i sztucznych dodatków
  • włókna cieńsze niż u gąbek syntetycznych i frotte
  • przeznaczona do wszystkich typów skóry, idealna dla cery trądzikowej i z problemami dermatologicznymi
  • nie podrażnia skóry w trakcie oczyszczania
  • nawilża w sposób naturalny, czyni skórę miękką i elastyczną
  • pobudza krążenie krwi
  • zapobiega zanieczyszczeniom skóry
  • można ją prać mechanicznie w delikatnym cyklu do 60 stopni bez środka zmiękczającego
  • produkt biodegradowalny

A Wy czego używacie do oczyszczania twarzy?


poniedziałek, 11 czerwca 2012

Czerwona glinka, czyli co moja cera uwielbia

Od chwili kiedy niewielki słoiczek czerwonej glinki zamieszkała w mojej łazienkowej szafce pałam do niej miłością nieograniczoną. Jest to jedna  z najbardziej ulubionych masek jakie kiedykolwiek miałam. Ma właściwości kojące, regulujące wydzielanie sebum, zapobiega również rozszerzaniu się naczynek. Stosuje się ją głównie do cery tłustej i normalnej. Ja kupiłam ją  na stronie ZrobSobieKrem ze względu na właściwości kojące moje rozszerzone naczynka. Stosuje ja raz, może dwa razy w tygodniu. w zależności od nastroju mieszam ja albo z hydrolatem /teraz miałam oczarowy/ a czasami dodaje olejku arganowego który działa przeciwstarzeniowo i nie pozwala naszej masce zaschnąć na skórze, przez co jest przyjemniejsza w stosowaniu.
Do wykonania maski która wystarcza na wysmarowanie twarzy i szyi wystarcza mi płaska łyżeczka produktu, a więc 50g glinki jest bardzo wydajne i wystarczy na pewno na kilkanaście razy /o ile nie więcej/, cena w stosunku do wydajności jest starsznie niska bo to jedynie 6,30zł, czyli jedna aplikacja maski to około 32 grosze :).
  Minimalnie gorzej wypada podczas zmywania jej z twarzy, ponieważ przez swoje właściwości może nieznacznie barwić nam skórę na czerwono, ale jest to efekt bardzo przejściowy i po dokładnym jej zmyciu nie będziemy miały z tym problemu. Ja używam do jej zmywania gąbeczki celulozowej z Rossmana. Choć mnie jej lekkie zasychanie na skórze zupełnie nie przeszkadza. Tym razem nie pokarzę się Wam jak wyglądam wysmarowana tą błotnisto czerwoną mazią :P.
Kilka słów od producenta :
Glinka czerwona French red clay wydobywana w kopalniach we Francji. Całkowicie naturalny produkt o najwyższej jakości, suszony na słońcu, bezpiaskowy.
Skład mineralny: kaolinit, dużo żelaza dzięki któremu zawdzięcza swój kolor, glin, miedź, kwarc, krzem, glin, magnez, sód, potas i inne mikroelementy i sole mineralne.
Wygląd i konsystencja: czerwony drobny proszek, pył.
Gęstość nasypowa: około 0.5 g na 1 ml (płaska łyżeczka 5 ml waży około 2.5 g).
Sam produkt wygląda tak:



sobota, 9 czerwca 2012

Rozdanie u Angel Make Up World

Dzisiaj nietypowo, ponieważ serdecznie zapraszam Was na rozdanie u Angel Make Up World, dziwczyny z kosmetyczna manią i duszą artysty:


A Wy lubicie rozdania?

czwartek, 7 czerwca 2012

Owocowe chipsy

Nigdy nie przepadałam za chipsami, od czasu do czasu nachodziła mnie ochota na pikantne paprykowe chrupiące ziemniaczki, ale nie zdarzało się to częściej niż dwa razy w roku. Od momentu kiedy moja latorośl przynosiła z przedszkola małe paczuszki z szeleszczącą zawartością posmakowałam czegoś innego. Zapakowane w 20-to gramowe torebeczki owocowe i warzywne chrupiące chipsy. Są pyszne i zupełnie nie rozumiem dlaczego moja córa ich nie lubi. Doskonałe do chrupania podczas oglądania np. filmu i duuuużo zdrowsze niż tradycyjne.


Crispy to smaczna i zdrowa przekąska z jabłek. Posiada wysokie walory odżywcze dzięki innowacyjnej technologii produkcji MIRVAC (odwadnianie owoców i warzyw). Idealna do chrupania. Zrobione są z 2 świeżych jabłek, jest to produkt bezglutenowy i uzyskał pozytywną opinię Instytutu Matki i Dziecka.
Czipsy te nie zawierają tłuszczu, cukru, soli, sztucznych barwników i polepszaczy smakowych. Powstają z owoców bogatych w błonnik, niemodyfikowanych. Chrupiące plasterki jabłka są doskonałym elementem racjonalnej diety oraz zdrowego stylu życia.
Na razie pokaże wam jak wyglądają te sklepowe, ale mam pewien niecny plan co do stworzenia ich we własnym zakresie :), ponieważ taka mała torebeczka jest troszkę droga bo kosztuje około 3,20zł.

W piwnicy mam suszarkę do grzybów która używam w okresie jesiennym po grzybobraniach, ale myślę że doskonale się sprawdzi również do suszenia owoców. Na początek mojego planu jest ususzenie jabłek i bananów, a później jak się wszystko uda zrobię to samo z gruszkami i morelami.

A Wam smakują owocowe chipsy?

niedziela, 3 czerwca 2012

Kret

Dzisiaj, jako że dzień był dość pochmurny i cały czas leciało coś z nieba postanowiłam nadrobić zaległości filmowe i obejrzeć coś na co już dawno miałam chrapkę. Mam jeszcze kilka innych pozycji filmowych które na pewno zobaczę w najbliższym czasie. 
Film ten miał premierę juz prawie rok temu, więc pewnie większość z Was miała już okazję go zobaczyć. Nigdy nie byłam wielką fanką polskiego kina bo nieustannie kojarzyło mi się z komediami romantycznymi których nie da się oglądać, więc  każdy inny gatunek filmowy stworzony przez naszych reżyserów.
Przed obejrzeniem filmu nie czytałam żadnych recenzji, wiec nie wiedziałam tak na prawdę czego się spodziewać. I tutaj niespodzianka film okazał się świetny. Jest zdecydowanie warty polecenia.
Jak dla mnie opowiada o trudnej miłości i relacjach ojciec syn. Mimo, że głównym wątkiem jest polityka, mnie najbardziej urzekła właśnie zależność między ojcem a synem. Nie chcę Wam dokładnie opowiadać fabuły, bo nie miałybyście po co oglądać filmu.


A Wy co ostatnio ogladałyscie?

piątek, 1 czerwca 2012

Oleje w kosmetyce - part 1

Od jakiegoś czasu, a właściwie od pierwszych zakupów na stronie Biochemia Urody zafascynowały mnie oleje. Zakupiłam wtedy mój pierwszy olejek myjący i byłam nim zachwycona. Stosowałam go wieczorem razem ze szmatka muślinową. Moje pierwsze OCM okazało się strzałem w 10! Dzisiaj chciałabym napisać Wam o domowych kosmetykach z olejami, może nie wszystkie uda mi się opisać, bo jest ich naprawdę ogrom ale może kilka przepisów wam się spodoba i przyda.
Olejek do kruchych i łamliwych paznokci, może to niezbyt odkrywczy przepis ale stosowany regularnie naprawdę działa. Żeby go przygotować należy na małym spodeczku dokładnie wymieszać łyżeczkę oliwy z oliwek, oleju rycynowego i soku z cytryny. Taką miksturę możemy delikatnie podgrzać np. w mikrofali i delikatnie wcierać w paznokcie. Kluczem do sukcesu jest systematyczność.

Kolejny przepis to mikstura dla wytrwałych ponieważ jej przygotowanie zajmie nam aż 8 tygodni. Pół litra oliwy z oliwek należy wlać do słoja i wsypać garść ziela dziurawca. Trzeba szczelnie zakręcić i odstawić w ciepłe miejsce na 14 dni.Później 3 razy co 2 tygodnie, należy przelewać loiwę przez sitko do drugiego słoika i do przecedzonej dosypać garść dziurawca. Po 8 tygodniach otrzymamy delikatnie pachnący olejek do pielęgnacji całego ciała. Aby przedłużyć jego trwałość trzeba dodać dwie łyżki oleju z kiełków pszenicy. Można stosować go po kąpieli zamiast balsamu.



Maska nawilżająca nas włosy - 5 łyżek oliwy z oliwy podgrzej i wcieraj w końcówki włosów, lub gdy twoje włosy są zniszczone i suche w całe włosy. Owiń głowę ręcznikiem i trzymaj taki kompres minimum 20 minut, ale im dłużej tym lepiej. Po tym czasie umyj włosy delikatnym szamponem.


Przepraszam Was za zdjęcia, ale te nie są mojego autorstwa, pożyczyłam sobie z sieci, mam nadzieję, że nikt się nie obrazi.

W kolejnych częściach napiszę wam o mojej metodzie OCM.

A Wy lubicie oleje?