Wczoraj robiłam małe porządki w mojej kosmetyczce z próbkami kosmetycznymi i trafiłam na coś bardzo fajnego o czym zupełnie zapomniałam. W grudniu ubiegłego roku Mikołaj/Gwiazdor/Dziadek Mróz przyniósł mi prezencik, a w nim produkty Liz Earle, wszystkie miniaturowe do wypróbowania. Zużyłam kolejno krem do mycia twarzy, tonik, krem nawilżający a małą próbkę czegoś oleistego wrzuciłam do kosmetyczki z próbkami i zapomniałam. Aż do wczoraj! Nie bardzo wiedziałam co to takiego więc wrzuciłam hasło do wujka Googla a on pokierował mnie na wizaż.pl, gdzie dowiedziałam się samych fajnych rzeczy na jego temat. Generalnie mowa o Liz Earle Superskin Concentrate, czyli olejku do wszystkich rodzajów skóry.
Olejek ten zawiera same naturalne składniki, przynajmniej ja się nie doszukałam niczego chemicznego /i dlatego znalazł się na moim blogu/. Olejek ten zawiera: olej z owoców dzikiej róży, olej arganowy , olej neroli. Olejki eteryczne z lawendy, rumianku. Mimo, że ma on tylko dwie opinie na wizażu to obie są bardzo dobre. myśę, że powodem tego jest bardzo słaba dostępność tego produktu w Polsce i jego cena. Liz Earle króluje w UK i tam nie ma problemu z zakupem. Cena jest dość wysoka bo za buteleczkę z 28 ml produktu musimy zapłacić ponad 40 funtów, za 10ml - prawie 20 funtów, a malutka próbka 2 mililitrowa to blisko 6 funtów.
Moja butla ma oczywiście 2ml, użyłam jej dwa razy i faktycznie odrobina produktu wystarczy na pokrycie całej twarzy. Dziewczyny na wizażu pisały o cudownym zapachu, ja niestety bym tego zapachu "cudownym" nie nazwała. Jak dla mnie cuchnie jak stare skarpety wuja Stefana /cokolwiek to znaczy/ ;)
Produkt fajnie nawilża, nie klei się, skóra jest miła w dotyku, napięta, a ten okrutny zapach dość szybko wietrzeje, a jeśli nie to i tak myjemy buźkę rano. Te 2 ml prawdopodobnie wystarczą mi jeszcze na kilka aplikacji, więc nie jest tak, że wylewamy na siebie 6 funtów jednorazowo.
Może kiedyś jak wygram w lotto sprawie sobie pełnowymiarowy produkt, na razie muszę zadowolić się próbka. Gdyby nie jego zapach byłby bardzo, bardzo fajny i do tego naturalny więc nie wcieramy w siebie chemii.
Może kiedyś jak wygram w lotto sprawie sobie pełnowymiarowy produkt, na razie muszę zadowolić się próbka. Gdyby nie jego zapach byłby bardzo, bardzo fajny i do tego naturalny więc nie wcieramy w siebie chemii.
A Wy co wcieracie w swoje piękne lica?
