Dzisiaj napisze Wam o balsamie do ust hand made. Zainspirowana filmikiem Angel postanowiłam własnymi małymi rączkami stworzyć pomadkę ochronna do ust. W tym celu odwiedziłam stronę kolorowka.com i zrobiłam malusieńkie zamówienie. Kupiłam tylko woski, ponieważ wszelkie olejki mam w łazienkowej szafeczce. Koszt takich wosków to od 2,50zł do niecałych 5zł. Mówiłam, że malutkie zamówienie. Wśród wosków znalazły się: wosk pszczeli, wosk candelilla i wosk carnauba.
Nie miałam czym odważyć wosku więc zrobiłam to "na oko".
Mój przepis wyglądał tak:
- 5ml olejku arganowego
- 5 ml olejku jojoba
- na czubek łyżeczki każdego z wosków
Wszystko to ładnie się rozgrzało i roztopiło w kąpieli wodnej, a że miałam dwa pojemniki to postanowiłam zrobić dwie wersje, jedna w pomadce i jedna w słoiczku. Konsystencja po wystudzeniu okazała się idealna do pomadki lecz nieco za gęsta do słoiczka. Słoiczek ponownie wylądował w kąpieli wodnej i aby rozluźnić konsystencję dodałam jeszcze 5 ml olejku jojoba.
Moje dzieło wygląda tak:
I jedno Wam powiem! Myślałam, że Tisane jest genialny.
Właśnie zmieniłam zdanie!
Już nigdy nie kupię drogeryjnych czy też aptecznych pomadek ochronnych czy balsamów.
Więc jeśli taki pojawi się kiedyś na moim blogu możecie mnie kopnąć w zad :)
Do pomadki wykorzystałam stare opakowanie od Neutrogeny, a słoiczek jest po jakimś serum z BU.
P.S.
Na najbliższy tydzień znikam, nie będzie mnie, nawet nie będę miała dostępu do internetu, ba nie będę miała dostępu do niczego cywilizowanego :( oszaleję chyba, ale nie martwcie się pełną relację zdam Wam jak wrócę :)

